13 stycznia 2019

Dwa zdania na temat mojego mieszkania


Opisuję Wam porady, jak znaleźć swoje wymarzone miejsce, na co zwracać uwagę i pokazuję historie osób, które zdecydowały się na mieszkanie w kamienicy. Niewiele jednak wiecie nadal o moim :) Czas to zmienić!


Wychodzę z założenia, że mieszkanie żyje razem z nami. Z nami się zmienia i z nami psuje. Przecież nie tkwimy cały czas w tym samym miejscu - rozwijamy się, mamy nowe potrzeby, pojawiają się inne priorytety. Jednocześnie jednak uważam, że nie ma co zwlekać. Zarówno wtedy, gdy czegoś bardzo chcemy, jak i wtedy, gdy coś nam bardzo przeszkadza. Dlatego, wiedziałam, że musi mi się miło mieszkać, może nie idealnie, ale tak, żebym nie straciła zapału i jeszcze miała co robić :) Uparłam się na mieszkanie w kamienicy!

O tym, czym między innymi kierować się przy takim poszukiwaniu pisałam tutaj>>,  a teraz jeszcze opowiem w kilku słowach, jak to wyglądało w moim przypadku.

Wizja takiego mieszkania jak ze snów, to oczywiście jak najwięcej oryginalnych elementów, duże okna (są też kamienice z małymi oknami!), wykusz, skrzypiąca podłoga i oryginalne kafelki ;), dwuskrzydłowe drzwi, kilka pokoi ze sztukateriami, niesamowita klatka schodowa, witraże, zdobienia i inne miraże. Takiemu lokum pewnie poświęciłabym każdą minutę dwóch lat remontu i każdą złotówkę, której nie wydałabym na koncert, nową książkę czy wakacje. Ostateczny wybór i obecna rzeczywistość różni się od tej wizji, ale jestem pewna, że to dopiero początek kamienicznej podróży przez życie.

Lokalizacja


Oglądałam łącznie kilkanaście różnych mieszkań. Od takich na poddaszu, przez kompletnie wyremontowane w stylu glamour, do tych w klimacie PRL-u przerobionego na nowoczesną końcówkę lat 90. i początek 2000. Lokalizacje też były różne - najwięcej w Śródmieściu, ale zdarzył się też Biskupin i południe Wrocławia. Bardzo zależało mi na tym, by znajdowało się w dobrym punkcie komunikacyjnym (tramwaje i autobusy: często, dużo), bo nie mam samochodu i uważam, że go nie potrzebuję we Wrocławiu. Teraz jeszcze bardziej rozwijają się inicjatywy car sharingu (Vozilla, Traficar), zawsze znajdą się jacyś znajomi, którzy jadą do Ikei, a blisko i dalekobieżne podróże pociągami, mimo, że z opóźnieniami, to nadal lubię. W tramwaju mam czas na poczytanie książki lub instagrama, a wszędzie tam, gdzie się da, chodzę pieszo.

kawowa grafika mojej utalentowanej koleżanki ze studiów - KRAESKA

Wybór mieszkania


Nie wdając się w szczegóły i prywatne sprawy - czas, w którym akurat szukałam mieszkania był bardzo trudny praktycznie w każdej sferze życia - od zawodowych po prywatne. Z jednej strony chciałam takie mieszkanie z wizji, a z drugiej... los przyszedł do mnie z inwestycyjnym rozwiązaniem, któremu w zasadzie nie warto było odmawiać. I tak też zrobiłam, wierząc (a może i wiedząc), że to moje pierwsze mieszkanie w kamienicy. I liczę na to, że nie ostatnie! Otóż kiedy właściwie byłam bliska innego wyboru, okazało się, że jest do kupienia mieszkanie dwa kroki od rynku, na Starym Mieście we Wrocławiu. Generalnie pomyślałam, że to jakieś szaleństwo. Niemożliwość. Że takie rzeczy zdarzają się rzadko.

Już nie wiedziałam, czy to przypadek, czy przeznaczenie.

Przekalkulowałam wszystko, co trzeba, warunki finansowe, potrzebny remont, czas i to, w którym miejscu w życiu się znajduję teraz. A, że jestem dopiero przed 30, nie mam zobowiązań ani dzieci, a nie brakuje mi determinacji i pracowitości, to podjęłam decyzję, że takie mieszkanie, w którym będzie mi się dobrze mieszkać, a jednocześnie zupełnie bez żalu je sprzedam lub będę wynajmować na airbnb czy jeszcze innymi sposobami - będzie właśnie to.

Nie wiem, jak Wy to odczytacie, ale dla mnie jest w tym logika :)

PS Tak, spłacam kredyt :D

Mieszkanie w kamienicy - dobra inwestycja?


Pewnie wyobrażaliście sobie, że pojawi się tu romantyczna historia delikatnej osoby bez granic zakochanej w kamienicach. I poniekąd tak jest, bo wrażliwości mi nie brak, skoro poświęcam kamienicom swoje myśli i czas, ale strategiczny głos rozsądku to moje trzecie imię ;) Może i nie mam tu 100 metrów, drzwi wejściowych z niemiecką skrzynką na listy i wyjątkowych kafelków na klatce schodowej. Ale jest co innego: dobrzy sąsiedzi, bzy prowadzące do wejścia, wysokie okna z łukami i kamieniczny klimat. Budynek z końca XIX wieku ma swoją niełatwą historię, ale dostał drugie życie, a teraz niebawem pewnie rozpocznie się to trzecie :) Mam nadzieję, że lepsze!

Z pragmatycznej strony - tutaj na pewno mieszkania tanieć nie będą, nic więcej się też nie dobuduje, może być tylko lepiej! Jeśli więc komuś będzie zależało dokładnie na tej lokalizacji, 1,5 minuty od wrocławskiego rynku - znalezienie kamienicznego lokum nie będzie łatwe. W pobliżu są warzywniaki i antykwariaty, wystarczy krótki spacer, a jestem koło Muzeum Narodowego czy na Nadodrzu. Nie wspominając o wyborze pysznych kawiarni, do których właściwie mogę zejść w kapciach :D

stolik przy którym moja mama odrabiała lekcje - został wyszlifowany i pomalowany, zyskał półkę zrobioną ze sznurka jutowego

galeria grafik, zdjęć i plakatów czekających na zajęcie godnych miejsc na ścianach

najszybciej przytulność zyskacie dodając nawet mały dywanik (albo chodnik, bo można go prać w pralce), koce i poduszki

Moje mieszkanie w kamienicy


Mimo niedużego metrażu, ma 3 pokoje, osobną kuchnię (na tym mi zależało), łazienkę i przedpokój. Jeszcze się urządzam, ale postanowiłam połączyć to, co kocham, czyli meble vintage i inne retro znaleziska z praktycznymi rozwiązaniami Ikei. Tak jak już pisałam, szwedzki gigant nie ma sobie równych względem designu (o tutaj>>).

Od zakupu do stanu z dzisiaj mieszkanie przeszło totalną metamorfozę! Było pełne żółtych i brzoskwiniowych maziajów na ścianach i suficie (WTF), z mikroniefunkcjonalną kuchnią i bardzo brzydko pachnącą łazienką. Trzeba więc było małej rewolucji :)

Poniżej kilka zdjęć "PRZED", a reszta fotografii w tym wpisie to już pewne elementy "PO".

lubię kolor żółty, ale to co się działo na ścianach i suficie, to już nawet dla mnie było zbyt wiele



brzoskwiniowe, równe kwadraty - maziaje na każdej ścianie i suficie - WOW.






kuchnia jest z Ikei, ale dodałam jej trochę wyrazu przez niestandardowe dodatki, o których opowiem więcej w osobnym wpisie

Ale o tym co się działo z konkretnymi pomieszczeniami napiszę Wam w osobnych artykułach. Efekt, który chciałam osiągnąć, to przytulność i kolory w bardzo pozytywnej dawce. Połączenie polskiego designu z wyszperanymi skarbami. Pojawia się więc stolik, przy którym moja mama odrabiała lekcje, stare radio z lat 30., hiszpańskie kafelki i lampa w kuchni, która przypomina kształtem wrocławskie latarnie uliczne ;)

Staram się połączyć wrodzone dążenie do perfekcjonizmu z cierpliwością do czekania na właściwe elementy, które uzupełnią to wnętrze w odpowiednim czasie.


Czy warto było szaleć tak?


TAK. Za kamienicami warto szaleć. Szaleję nadal, dlatego chętnie poznaję Wasze historie i pokazuję to, co Wy w nich kochacie. Mam nadzieję, że dzięki temu nasze otoczenie zmieni się na lepsze :)

I nie, szczury nie latają mi po domu, sąsiedzi obok nie mają meliny, a ogrzewanie jest miejskie. I piony da się wymienić i z administracją parę spraw załatwić. Kamienice są zwyczajnie fajne :)

Dość długi to wstęp, ale to dopiero początek! Żeby tylko było więcej słońca, bo nawet zdjęć porządnych nie zrobię ;)

zdj ze mną: Marta Gutsche Studio

4 komentarze

  1. To najlepsze mieszkanie na dzielni! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Efekt Twoich prac w mieszkaniu jest zdumiewający, warto spełniać marzenia. No i przedmioty z duszą idealnie je dopełniają. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się dopiero rozpędzam :D Dziękuję pięknie!
      A co do marzeń - 100% zgody :)

      Usuń

Instagram @mieszkaniewkamienicy

© Mieszkanie w kamienicy. Design by FCD.