Opowieści z kamienicy: Grzegorz | generalna renowacja kamienicy


W kamienicowym szaleństwie potrzebne są zmysł organizacyjny, wiedza i wrażliwość historyczna. Przyda się też dbałość o detale i sporo determinacji - mieszkanie w kamienicy jest wymagające, a co dopiero, gdy oprócz własnych czterech kątów remontuje się też cały budynek! O tym, jak to zrobić, opowiada Grzegorz Porzucek, właściciel przepięknego wnętrza w jednej z wrocławskich czynszówek. 


Kasia Kwiecień: Dlaczego mieszkanie w kamienicy?


Grzegorz Porzucek: Z trzech względów. Raz, nie chcę samochodu, chcę mieć wszędzie blisko. Dwa, nie lubię nowych osiedli, które buduje się daleko, są brzydkie i psują miasto - nie integrują się z jego resztą, są wydzielonymi nowo-tworami. Trzecia rzecz, historia. Pasjonuję się historią Wrocławia, choć teraz nie spędzam już nad nią dużo czasu.

Nie wyobrażałem sobie, żeby mieszkać w bloku. Kiedyś miałem przyjemność być w mieszkaniu w kamienicy, które ma duże okna, wysokie sufity. Przestrzeń i klimat takiego miejsca mi odpowiada, dlatego naturalnym dla mnie było, że chcę mieszkać w kamienicy właśnie.

Przed własnym mieszkaniem mieszkałeś w kamienicy?


Nie, wcześniej, w dzieciństwie to był dom, potem mieszkanie w bloku, i kolejne. Typowe, polskie bloki.

Czym się w takim razie kierowałeś? Co było dla Ciebie istotne?


Lokalizacja przede wszystkim. I to, jak mieszkanie wygląda w środku. W jakimś stopniu też sąsiedzi - czy są nastawieni na zmiany i chcą działać oraz okolica - czy podlega rewitalizacji. Głównym czynnikiem była jednak lokalizacja. Im bliżej jesteśmy centrum miasta, tym szybciej będzie ono rewitalizować te obszary.

Chciałem też mieć zieleń wokół siebie. I jest! Skwer.

Miałem do wyboru dwie opcje. Kupno ładnego, wyremontowanego mieszkania kosztującego relatywnie bardzo dużo pieniędzy albo znalezienie ruiny… lub mniejszej ruiny i doprowadzenie jej do stanu używalności. Ekonomicznie myśląc, lepsza była opcja numer dwa. Znaleźć coś, co można samemu zrobić, zaadaptować po swojemu.

A co rozumiesz przez lokalizację? Mieszkanie w centrum? Dobry punkt komunikacyjny?


W sumie nie. Miało być ładnie. Dość sztampowo, podobają mi się Norwida, Smoluchowskiego, Curie-Skłodowskiej i te rejony. Są fajne, jeśli chodzi o ludzi, lokalizację. Lubię też boczne ulice Sienkiewicza jak Ukryta, Matejki. Od razu odrzuciłem Zachód i Południe. W kwestii Nadodrza - im bliżej centrum, tym lepiej; z Ołbinem podobnie. Choć tu akurat przy ogródkach jeszcze są fajne ulice - Orzeszkowej itd. Bardziej modernistyczne kamienice.




oryginalna stolarka drzwiowa i podłogi w mieszkaniu w kamienicy


Ile mieszkań oglądałeś?


Dużo za dużo. Choć sporo z nich można było telefonicznie zweryfikować, czy oglądanie ma sens. Dzwoniłem, zadawałem kilka trudnych pytań i już wiedziałem, że nie ma sensu tam jechać.

A jakie pytania zadawałeś?


Piętro, który to konkretnie budynek, stan finansów i kwestie wspólnoty, czy są zdobienia w mieszkaniu, czy zostały oryginalne elementy. Mój plan był taki, żeby znaleźć mieszkanie do remontu, ale żeby miało zachowane detale. Gdy nie było tych rzeczy, nawet nie jechałem. 15-20 mieszkań na pewno obejrzałem. W sumie poszukiwania trwały jakieś pół roku. Wydaje mi się, że to w miarę szybko, choć w 2014 roku nie było jeszcze takiego boomu jak teraz. Teraz wszyscy kupują wszystko i wynajmują. Wtedy było trochę łatwiej.

W Twojej kamienicy wszystkie mieszkania były wykupione?


Nie. Nadal jest mniej więcej 50:50. Powiem więcej - taka proporcja działa na plus. Trudniej podejmuje się decyzje, gdy jest wielu decydentów, a w sytuacji, gdy jest ich mniej, szybciej możemy podjąć działania. 50% ma gimna, która się zgadza na wszystko, co ustalimy.

Bo jest zmobilizowana wspólnota?


Teraz już jest ;)

Nawiązując do tego - jak to się stało, że zostałeś prezesem wspólnoty?


Przyszedłem na pierwsze spotkanie i powiedziałem <<Dzień dobry, chciałbym być prezesem wspólnoty>> ;)

Tak po prostu?


To jest praca hobbystyczna. Nie masz za to pieniędzy. Są tylko wirtualne. Jeśli pracujesz na rzecz wspólnoty i zwiększa się wartość kamienicy, to wartość twojej nieruchomości też się zwiększa.

Ktoś musi tę pracę lubić. A że niewiele osób chce dokładać do swoich codziennych obowiązków w pracy i w domu kolejne, brać odpowiedzialność, koordynować (co jest zrozumiałe), to nie jest trudno przyjść i powiedzieć <<hej, będę to robił za darmo>>.

Zrobię za Was wiele rzeczy ;)


Dokładnie, więc nie było żadnego problemu. Sytuacja wyglądała tak, że ludzie chcieli zmian, choć sama kamienica technicznie nie znajdowała się w złym stanie. Ale był mega-bajzel. Remontu nie doświadczyła pewnie od 1945 r. Może brakowało motywacji, żeby to pchnąć do przodu. A, że ja lubię robić rzeczy, to uznałem, że będę je robił tu ;)

W dobrym celu!


Pewnie, lepiej, że jest ładnie, a nie brzydko ;)



tutaj na zdjęciach zobaczycie m.in. prace nad izolacją fundamentów, którą opisujemy w dalszej części rozmowy



A z technicznej strony - jak to wyglądało? Rozmowy o tym, co zmieniacie. 


Na początku nie chciałem brać kredytu na wspólnotę. Nie byłem do tego przekonany. Najpierw wykończyłem swoje mieszkanie, z czym było mnóstwo roboty, jak to przy remoncie. Wiedziałem, że w końcu trzeba będzie to zrobić, choć nie miałem jeszcze pomysłu. Iiii tak naprawdę dostaliśmy bodziec zewnętrzny w postaci tego, że mieliśmy problem z kominami i wentylacją.

Jeszcze zanim się wprowadziłem do kamienicy, ktoś z sąsiadów zgłosił to, pojawiła się kontrola z inspektoratu budowlanego i zalecili nam przerobić przewody wentylacyjne i kominowe. Kwota została oszacowana na około 100 000 zł. Musieliśmy to zrobić, skoro była decyzja inspektoratu budowlanego. Stanęliśmy przed wyborem, czy płacimy to z własnej gotówki, czy bierzemy kredyt.

Pomyśleliśmy, że skoro bierzemy kredyt na 100 tys., to czemu nie wziąć go na 600 tys. i nie zrobić wszystkiego. Ostatecznie skończyło się na tym większym kredycie i ogromnym remoncie.

Jak długo to wszystko trwało?


Wszystko łącznie zajęło nam 3 lata. Nawet szybko się uwinęliśmy, tak myślę. Może moglibyśmy to zrobić w 2 lata, ale musieliśmy też wyjaśniać kilka kwestii z Panią konserwator (pozdrowienia dla Pani Agaty!). Zaczęliśmy od projektów. Popełniliśmy błąd, który kosztował czas, bo na projekt każdej części remontu organizowaliśmy osobny przetarg. Na początku nie wiedzieliśmy, czego chcemy.

A to ogarniemy elewację i elektrykę. Zrobiliśmy dwa osobne przetargi. Potem doszła jeszcze klatka schodowa. I do tego dach. Izolacja fundamentów. I zrobiły się 4 przetargi. Zamiast usiąść, zastanowić się, zamknąć ten zakres, przygotować jeden przetarg na wykonanie projektu.

Gdy już mieliśmy zakres, projekty i pozwolenie, ciężko było znaleźć jednego wykonawcę, który zrobiłby wszystko:

  • dach, 
  • monitoring, 
  • elektrykę, 
  • klatkę schodową w części budowlanej, 
  • w części drewnianej i zdobieniach, 
  • izolacje fundamentów, 
  • okna,
  • elewację z przodu, 
  • ocieplenie z tyłu.

Zdecydowaliśmy, że znajdziemy osobne firmy do każdej specjalizacji. To też wydłużyło cały proces, ale było dobrym rozwiązaniem.






restaurowane tralki i król (to ten początek - pierwszy słupek balustrady)

efekt końcowy pracy nad schodami i drzwi wejściowe do mieszkań poddane renowacji

Tempo i tak mieliście świetne! Przecież często wygląda to tak, że wspólnota decyduje się zrobić jakąś jedną rzecz, na którą bierze kredyt. Mija 5-10 lat, spłaca ten kredyt i dopiero jest rozmowa o kolejnym remoncie. 


Właśnie wczoraj rozmawiałem z przyjacielem, który wszystko chce finansować z gotówki. Remontuje dom od roku i kiedy proponuję  <<jedźmy na jakieś wakacje>>, on na to, że nie może, bo zbiera na coś tam. Mówię mu <<chłopie, weź kredyt; zrobisz co trzeba w miesiąc i zamkniesz temat, nie będziesz się tym przejmował, że musisz zarobić na szafki w łazience>>.

W moim przypadku kredyt podwyższył czynsz o 350 zł. Ok, są to jakieś pieniądze, ale jeśli alternatywą jest czekanie 20 lat, a mieć na już, to nie ma się nad czym zastanawiać.

To wcale nie jest trudny proces. Co ważne, w kredycie dla wspólnoty zabezpieczeniem nie jest nieruchomość. Bank ustala ratę kredytu dwa razy większą niż kwota, która jest do spłaty, więc to jest ich zabezpieczenie. Zgodnie z prawem nie mogą ustanowić hipoteki czy innych zabezpieczeń. Oczywiście co 2-3 lata możemy nadpłacić tę 100% nadwyżkę, którą bank stosuje jako zabezpieczenie. Jak policzyłem, to w ciągu 7 lat spłacimy kredyt, jeśli wszyscy będą równo wpłacać.

Bankowi to się opłaca. W ogóle kredyty się im opłacają ;) A powiedz jeszcze, wśród mieszkańców jest więcej osób starszych czy młodszych?


A jaka jest granica starszych? ;)

Za starszych mieszkańców uznajmy tych, którzy mieszkają tam powiedzmy już przez 30-40 lat.


Mamy u nas mieszkańców, którzy są w kamienicy od 1947 roku.

Czyli właściwie od przyjazdu do Wrocławia.


Tak, jest kilka takich osób, ale są też osoby młodsze. Wydaje mi się, że jest po połowie.

A od czego zaczęliście remont?


Od dachu. Remontuje się od dachu, a buduje od drugiej strony ;) Potem zrobiliśmy przewody wentylacyjne, elektrykę i monitoring, następnie elewacje i w międzyczasie klatka. Schody na końcu. Jeszcze izolacje. No i będziemy działać dalej. Występujemy o dzierżawę terenu do Gminy oficjalnie. Zrobimy płotek, furtkę, posadzimy tuje, jakieś kwiatki ;) Planujemy też porządek w piwnicach, żeby wszystko wyczyścić i pomalować. I tyle. Właściwie wszystko jest zrobione.

Trudno było znaleźć ekipy remontowo-budowlane?


To był taki czas, że nawet nie. Teraz jest ciężko. Ale też mieliśmy przeboje.

Nie każda ekipa chce się podjąć remontu w kamienicy.


Wiesz, jak można coś zbudować prosto, od zera, nie trzeba przejmować się sąsiadami w środku, jest prościej. Szybsza robota i więcej się zarobi. Przy aktualnym rynku i terminach byłoby ciężko, także dobrze się wstrzeliliśmy z terminem.

Choć też zdarzały się problemy.

W temacie przewodów wentylacyjnych mieliśmy 3 oferty - 2 z Wrocławia za 150 tys. i 1 spod Krakowa za 95 tys. Patrzę na to - jakaś ściema. Odrzucamy to. Nie minęło kilka dni, dzwoni do nas prezes tej firmy, z pytaniem, czemu odrzucamy ich ofertę. Czemu… jakoś za niska ta kwota plus kilka formalnych błędów. Pogadaliśmy, wydała mi się to rozsądna firma. I przyjechali. Zrobili remont w 3 tygodnie. Najlepsza ekipa z jaką miałem do czynienia! (pozdrowienia dla Venteco).

Wrocławski rynek jest ciężki też ze względu na to, że jest blisko do Niemiec i wiele firm pracuje na zagranicznych rynkach. A z Krakowa jest trochę dalej, więc 2 z 5 ekip u nas było stamtąd.

I tyle. Teraz jak patrzę na efekty, to może nie wygląda to spektakularnie ;)




Jak to nie! (Czytelnicy, spójrzcie na zdjęcia!)


Najwięcej kłopotów mieliśmy ze schodami. Jak widziałaś, przed remontem wyglądały ładnie, ale były bardzo zaniedbane i pomalowane na dziwne kolory. Zastanawialiśmy się, czy je restaurować, czym pokryć stare drewno, żeby się nie zniszczyło, czy polakierować, czy zakryć, czy wymienić na kamienne. Ale pojawiały się kolejne pytania, co wtedy z konstrukcją metalową, która może tego nie wytrzymać. Milion różnych kombinacji. Ostatecznie odrestaurowaliśmy to, co jest. Stwierdziliśmy, że weźmiemy najmocniejszy lakier do drewna i będzie dobrze :) Chłopaki ogarnęli sprawę za 50% kwoty, którą zakładaliśmy w kosztorysie i jest super. Wszyscy mówią, że to klatka wzorcowa ;)

I to właśnie chciałabym napisać wielkimi literami: tak powinny być remontowane kamienice we Wrocławiu!


Wiesz, to wynika z wiedzy. Weźmy na przykład schody, szukałem firmy, która zajmuje się ich renowacją. I to akurat też była ekipa z Małopolski. A często bywa tak, że tego typu przetargi biorą firmy budowlane, niekonieczne wyspecjalizowane, które akurat mają wolne moce przerobowe. Oni nierzadko mówią, że czegoś się nie da. A to wcale tego nie oznacza. Raczej nie chce im się sprawdzić, jak to zrobić albo chcą zrobić najwygodniej dla nich. Nie da się i najlepiej zawalić to jakimś plastikowym materiałem. Trzeba po prostu pilnować wykonawców i wiedzieć, co chce się zrobić.

A jakie są opinie mieszkańców Twojej kamienicy już po remoncie?


Jak zawsze i wszędzie, są osoby, którym się podoba, jak i takie, które znajdą powody do narzekania. To normalne :)

Moi sąsiedzi byli cierpliwi, kiedy remontowałam mieszkanie. Choć to też nie trwało bardzo długo - jakieś 1,5 miesiąca. 


Szybko! Swoje mieszkanie chyba rok remontowałem.

Spieszyłam się, bo wypowiedziałam już umowę najmu w poprzednim miejscu ;)


Też tak miałem! Przez miesiąc mieszkałem u sąsiadki! (pozdrawiam moją super sąsiadkę Martynę!)

Z resztą nie miałam wielu elementów dekoracyjnych i starych rzeczy do restaurowania. W moim przypadku kluczowa była lokalizacja. Choć nie ukrywam, że docelowo, w przyszłości, chciałabym mieć w domu czy mieszkaniu stare podłogi, dwuskrzydłowe drzwi i wtedy remont może trwać nawet dwa lata ;) 


Ja swoje mieszkanie kupiłem, bo miało fajne klamki ;) Prawie wszystko było oryginalne. Drzwi wejściowe, podłogi, sufity, okna z klamkami.





To jakaś perła!


Jak je zobaczyłem, to wiedziałem, że je kupię. Musieliśmy się tylko dogadać co do ceny. Było wystawione za 400 tys., ale nikt by nie wybrał tego mieszkania. Nikt nie jest taki głupi jak ja - kupujący duże mieszkanie w rozpadającej się kamienicy, po to, żeby włożyć w nie kolejne 200 tys. i wszystko wyremontować. Wiedziałem więc, że sprzedający nie mają dużego pola manewru. Jedna osoba tego nie kupi, para też nie, rodzina z dziećmi, tym bardziej. 98% dziewczyn nie chce mieszkać w kamienicach, bo trzeba “coś” tam zrobić, a to one podejmują decyzje zakupowe,  rodziny wolą gotowe przestrzenie. Więc byłem ich jedyną nadzieją.

Jednym zdaniem - trafili na szaleńca, który postanowił przy okazji wyremontować całą kamienicę.


Tak ;) Oni powiedzieli, że 400 tys., ja że 350 tys. Mówili oczywiście, że mają kupca. Za 2 tyg. dzwoniłem znów, nasze negocjacje trwały 2 miesiące. Stanęło na 367 tys.

To dobra cena jak za duży metraż.


Dokładnie jest tam 119 metrów. Jest przedpokój, salon, sypialnia, łazienka, jadalnia, kuchnia i małe WC dla gości. Wiadomo, że wszystko może być dwa razy mniejsze i na 70 metrach też to się zmieści. Teraz jak idę do mieszkania mojego brata, w którym mieszkałem wcześniej, to się zastanawiam, czy się uderzę w głowę ;)
Kamienica zmienia percepcje.

Wszystko zależy od sposobu patrzenia. Wychowywałam się w domu z ogrodem i lubię przestronne wnętrza, dlatego wiem, że będę szukała czegoś więcej, a obecne mieszkanie w kamienicy jest stanem tymczasowym. Natomiast są ludzie, którzy nie znają innego świata niż 50-metrowe mieszkanie w bloku. Oni niekoniecznie muszą rozumieć kamienice i to pragnienie przestrzeni.


Ludzie budują swoje opinie na podstawie tego co słyszą i na stereotypach. A większość ludzi źle mówi o kamienicach, że tam jest zimno i wszystko się sypie, są menele. Nikt nie powie o tym, co jest ładne, co może być ładne. Dlatego nawet nie rozważają mieszkania w kamienicy.

Bo słyszeli, że tam szczury rezydują w pokojach ;)


Ma to swoje plusy, bo dzięki temu zapłaciłem 3100 zł za metr swojego mieszkania. Jak mówiłem, dołożyłem w remoncie ok. 200 tys. Czyli wychodzi około 5 tys. za metr mieszkania przy placu Bema. Nie zamieniłbym się na mieszkanie w bloku.

Wiadomo, jak wyglądała historia Wrocławia. W mojej kamienicy prawie wszystkie mieszkania są podzielone. A w Twojej?


Na parterze jest jedno niepodzielone i z jednego 2 mieszkania, na pierwszym piętrze oba są niepodzielone - moje i mojej super sąsiadki, na drugim piętrze są 3 mieszkania z dwóch, trzecie nie zostało podzielone, a na czwartym jest chyba z 5 mieszkań. Podejrzewam nawet, że to ostatnie piętro mogło być dobudowane po wojnie, ale nie jestem tego pewien.

Znalazłeś mieszkanie idealne :)


Noo… prawie. Gdybym mógł zmienić jedną rzecz… Na mojej ulicy połowa budynków to kamienice, a połowa plomba, ta najgorsza z lat 90.. A zawsze chciałem mieszkać na takiej ulicy jak na Norwida, że wstaję rano i widzę wszystkie ładne kamienice. Ale nie narzekam, mam widok na skwer plus 15 minut pieszo do biura, rowerem zajmuje mi to 5 minut :)

Kiedyś zrobiłem test!
Zepsuł mi się zegar ścienny i postanowiłem, że nie sprawdzam, gdzie mam zegarmistrza, tylko idę w stronę Nadodrza. Po 7 minutach go znalazłem.

W takich miejscach wystarczy skręcić we właściwą uliczkę. W okolicy jest właściwie wszystko, więc można znaleźć to, czego się potrzebuje. W przeciwieństwie do nowobudowanych osiedli na krańcach miasta. 


Tak! Warzywniaki, mięsne, zegarmistrz, ślusarze. Wszystko jest na miejscu. Na mojej ulicy jest sklep z narzędziami, sklep elektryczny,  salon tatuażu, jakiś kosmetyczny, mini siłownia, mój bank i bankomat. Wszędzie mogę iść w kapciach.

No i ten skwer!


Tak, jest 50/50, trochę zaniedbany. Jeszcze zanim się wprowadziłem, sprawdzałem, czy można coś z nim zrobić. Pierwszy plan był na 2015 r., ale jak to we Wrocławiu - termin przesunięty. Chyba 2 mies. temu rozstrzygnęli przetarg i do końca czerwca mają go zrobić (pozdrawiamy Pana Szymona z Zarządu Zieleni Miejskiej, on nad tym czuwał). Będzie super! Place zabaw dla dzieci, dużo zieleni, ścieżki, ławki, boisko do kosza. Z resztą wszystkie skwery z ostatnich dwóch-trzech lat są fajnie zrobione. Byłem nawet na spotkaniu w Radzie Osiedla z ludźmi z zieleni miejskiej i radnym - Piotrem Uhle.

Jedyne zadanie, jakie nam zostanie, to nasze podwórko. Jest duże, ale w kiepskim stanie. Z jednej strony jest apartamentowiec z 30-metrowymi kawalerkami, drugą część zajmuje stary budynek biurowy z XIX wieku i wokół niego jest mały bajzel. Teren należy do Gminy, więc będę starał się ich zmotywować do zmian ;) Z resztą, kiedyś nie było wspólnych podwórek, każda kamienica miała swoją część. Teraz, jak wspomniałem wcześniej, bierzemy w dzierżawę teren za naszą kamienicą (25/15 metrów) i zadbamy o to, żeby pojawiły się super kwiaty i roślinność. Chcemy posadzić drzewa, magnolię.

Magnolie jak na Norwida i Skłodowskiej.


Na rogu Skłodowskiej i Wyspiańskiego miałem kupić mieszkanie. Tam na dole są lody.

Tam gdzie Przełam Lody?


O właśnie! Taka żółto-zielona kamienica. Ale niestety chcieli za nie 650 tys. Przy ul. Chemicznej 5 też było ładne mieszkanie. Zielonkawa, piękna kamienica. Tylko, że mieszkanie 105 m., na 4 piętrze, zrobione w stylu lat 90. Właścicielka była tak dumna z tego… I chciała za nie 900 tys. Chyba dalej można je kupić :)

A to znam takie historie! Oglądałam mieszkanie przy ul. Wesołej. Pani była bardzo zadowolona z tego, jak jej córka zajęła się aranżacją mieszkania. A tam… czerwone ściany, pomalowane piece kaflowe, kuchnio-barek znany z lat 90. Pomyślałam, że przecież, gdybym chciała, to będę zdeterminowana i zrobię je po swojemu. Wchodzę do łazienki, a tam wanna na podeście… Jedynie podłoga była odnowiona jak należy. Właścicielka była przekonana, że to wszystko zwiększa wartość mieszkania.
A jak planowałeś swój remont?


Tragedia! Wtedy jeszcze nic nie wiedziałem o remontach. Miałem trochę głupich pomysłów, które musiałem zweryfikować. Zamiast wywalić wszystko na początku, wymyśliłem, że podłogi zostawię i tylko je wycyklinuję. Zostawię stare tynki, tylko je naprawię. Zaczęliśmy z elektryką, chłopaki robili bruzdy w starym tynku, a 2 tygodnie później cały został skuty, więc niepotrzebnie te bruzdy robili. A trzeba było skuć wszystko od razu, zaprosić elektryków i całość wykonalibyśmy 3x szybciej. Podobnie z podłogą. Różnica w poziomie wyniosła jakieś 10 cm między jednym a drugim rogiem. Moje mieszkanie częściowo jest nad wejściem do kamienicy, a chciałem zrobić izolacje, więc musiałbym zdjąć deski w jednym pokoju. Jak już w jednym, to od razu zrobiłem, to we wszystkich. Do dziś śnią mi się po nocach kute 12cm gwoździe ;) Więc część spraw była już w trakcie, np. renowacja drzwi, a ja w tym czasie kładłem nowe tynki i ściągałem deski ;) Nauczyłem się lepiej planować. Ale cóż, takie są prawa pierwszego remontu!










Były jakieś problemy?


Z wykonawcami, ale to stała sprawa. Do wszystkiego miałem innych ludzi. Choć był taki jeden as. Zajmował się wykończeniami. Długo ze mną wytrzymał, a ja z nim. Choć patrząc z perspektywy czasu, mimo, że coś potrafił zrobić, to poszukałbym kogoś nowego.

A powiedz jeszcze, jak jest z kamienicami obok Twojej?


Pracuję nad nimi ;)

No tak, mówiłeś, że szukasz sobie zajęcia.


Wystarczy zacząć rozmowę <<Ładna ta nasza kamienica, nie?>>

Wróćmy jeszcze do remontu Twojej kamienicy - wcześniej wspomniałeś o izolacji fundamentów - po co się to robi? 


Wiesz, to jest tak, jak w efekcie kapilarnym. Masz szklankę z wodą i wkładasz tam słomkę. Wtedy woda podchodzi do góry. Cegła też podciąga wodę. Często gdy idziesz wzdłuż kamienic, które nie mają zrobionej izolacji, to do poziomu około 60 cm od gruntu widzisz spuchnięty tynk. Po to się robi izolacje fundamentów robi, żeby uniknąć wilgoci.

A, jeszcze zapomniałem - okna też wymieniliśmy. A wszystkie podłogi na klatce są oryginalne. Renowacja schodów kosztowała tylko 30 tys.

No tak to mniej więcej wszystko wyglądało. Trochę się pozmieniało.

Mówisz o tym wszystkim,  jakby to było raz dwa.


Prawie ;) Musiałem podjąć również mnóstwo bardzo drobnych decyzji. Od koloru fugi, przez kolor drzwi, lakier do drewna itd. Zostały jeszcze jakieś drobne poprawki.

Podziwiam. To się rzadko zdarza, żeby kamienice po remoncie tak wyglądały. No chyba, że są w całości wykupywane przez prawników. 


To, jak wygląda struktura własnościowa mieszkań w kamienicach we Wrocławiu jest pochodną historii. Np. w Krakowie nie ma aż takiego problemu. Większość kamienic ma jakichś tam spadkobierców sprzed wojny, a u nas było inaczej. Problem tkwi w tym, że miasto nadal jest właścicielem, a ono nie ma inicjatywy. To jest naturalne, że nie chce wydawać kasy.

Jeśli nie ma potrzeby.


Ale marzę, że nadejdzie ten dzień, że miasto będzie chciało się promować przez takie miejsca jak Ołbin, Nadodrze czy Trójkąt, bo ludzie będą przyjeżdżać i oglądać te piękne rzeczy. Tak jak my podróżujemy do Wiednia, Amsterdamu i patrzymy jak jest pięknie. Przecież turyści nie przyjadą oglądać stadionów i nowych osiedli. Przyjadą oglądać miasto. A pięknych kamienic we Wrocławiu jest multum. Wierzę w to, że dożyjemy kiedyś takiego czasu.




Co się musi zmienić? My, ludzie czy system?


Jakby system się zmienił, byłoby łatwiej. Uważam, że wszystkie mieszkania komunalne powinny być oddane ludziom we własność. Wtedy pani babcia, która mieszka w 100 metrowym mieszkaniu, którego nie potrafi ogrzać,nie ma windy, jest jej ciężko, a żyje tam, bo tak już jest, sprzedaje to mieszkanie. Z tego kupuje dla siebie rozsądne 40 metrowe w wygodnej lokalizacji, a tym lokum zajmuje się ktoś, kto je chce.

To wina systemu, że babcia nie może sprzedać tego mieszkania, bo nie jest jej. A czy majątek miasta jest większy przez to, że miasto ma te mieszkania? Nie. To fałszywe myślenie niektórych aktywistów. W nie trzeba włożyć mnóstwo pieniędzy, których miasto nie posiada. Z resztą - o swoje dbasz lepiej.

To pokłosie poprzedniej epoki - gdy wszystko było wspólne, a zatem niczyje.


Dokładnie. Widać to nawet w mojej kamienicy. Właściciele mieszkań mają inne podejście niż osoby, których kąty należą do miasta. Widać to na co dzień. Dopóki nikt we Wrocławiu tego nie ruszy to tak będzie. Prezydent Dutkiewicz mówił kiedyś, że się tym zajmie, ale z drugiej strony jest to nadal 140 tys. osób czy mieszkań, którym można zmniejszyć lub zwiększyć czynsz. Sytuacja jest skomplikowana.

Zadam Ci w takim razie ostatnie pytanie. Jak zdefiniowałbyś kamienice?


Kamienica jest dla mnie dziełem sztuki. Każda inna, każda ma jakąś historię. Tę bardzo starą, poprzednią i najnowszą. Ktoś ją tworzył. I dlatego jest to unikalne. Projektowano ją z jakąś ideą. Kiedyś ludzie przywiązywali wagę do symboliki. Przecież to nie było tak, że ktoś wymyślił, a to tutaj będą rzeźbione głowy koni i gotowe. To miało jakieś znaczenie. Dlatego je lubię, są wyjątkowe. I tak traktuję tą moją, chcę żeby była ładna. 


#opowieścizkamienicy kwestionariusz


We Wrocławiu jestem od: 2004
W kamienicy mieszkam od: 2015
Ulubione kamienice we Wrocławiu: oj, za dużo ich jest, Rzeźnicza 32/33, Chrobrego 16, Hercena 7, Chemiczna 5
Kamienica, która powinna być natychmiast wyremontowana: Jedności Narodowej 86
Ulubione miejsce we Wrocławiu: Park Tołpy, Nadodrze/Ołbin, ul Norwida, nadbrzeże przy PWR
Ulubiona kawiarnia: hmm nie jestem specjalnie gościem kawiarni, ale Znasz ich jest bardzo fajne 🙂
Warto odwiedzić Wrocław, bo: jak już wyremontują wszystkie kamienice to nikt nie uwierzy, że mogło to wyglądać tak, jak teraz
Ulubione konto na instagramie: https://www.instagram.com/funkyspion/
Co tworzy dom: dom tworzą ludzie :)

-----------------------

Grzegorz Porzucek

Na co dzień tworzę gry komputerowe i jestem prezesem wspólnoty mieszkaniowej. Kiedyś chciałem zostać piłkarzem, dziś w ramach wolnego czasu i hobby jestem budowlańcem amatorem. Moja miłość do kamienic i architektury wzięła się z zainteresowania historią najnowszą, w tym historią naszego miasta. W przerwach między książkami historycznymi i naprawianiem okolicy jeżdzę na rowerze, gram w siatkówkę i szukam nowych rzeczy do zrobienia.

Więcej: instagram

-----------------------

9 komentarzy

  1. Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy włożonej w zmotywowanie Wspólnoty, w same działania i remont mieszkania, ALE nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, iż żekomo "98% dziewczyn nie chce mieszkać w kamienicach, bo trzeba “coś” tam zrobić" - w moim otoczeniu jest bardzo wiele młodych kobiet, które tak jak ja i sama autorka, Kasia, w kamienicach widzą niesamowity potencjał i właśnie je wybierają na miejsce do zamieszkania. Myślę, że wiele mieszkań z rynku wtórnego też wymaga generalnego remontu, a i tak wiele dziewczyn je wybiera. Liczy się wizja i potencjał wnętrza. ;) I mimo, że nie wygląda to może tak designersko, sama remontowałam swoją przestrzeń bez żadnej ekipy, z pomocą rodziny. Żadnej pracy się nie boję. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Tak, to tylko hiperbola dla ukazania generalnego trendu, kibicuję wszystkim Paniom myślącym inaczej :)

      Usuń
    3. Ola, bardzo fajnie zadbałaś o swoje kąty! Z resztą niebawem pokażę to na blogu :)

      Niezależnie od płci - jest jeszcze jeden aspekt, który powtarzam sobie jak mantrę w pracy - CEL! Możemy mieć rozbieżne cele szukając po prostu mieszkania, mieszkania w kamienicy, mieszkania we Wrocławiu. Startujemy też pewnie wszyscy "z innej pozycji" :) To kolejny temat rzeka.

      Ale! Cieszę się, że tak dyskutujemy! O to chodzi. Im więcej rozmów o kamienicach, tym więcej szans dla nich.

      Usuń
  2. Halo, dzień dobry! Spieszę donieść, że był odczyt na głos, całego posta, moja mama (od ponad roku właścicielka mieszkania w kamienicy z rozgrzebanym do połowy remontem) słuchała z wypiekami na twarzy i przeżywała! A później jeszcze w drodze powrotnej do Wrocławia długo z Markiem trwały dysputy w samochodzie na powyższy temat!

    Wow! Fantastyczny wywiad, zawierający ogrom pożytecznej wiedzy, wspaniałe zdjęcia, idealnie obrazują metamorfozę i wydobyte piękno kamienicy! Ukłony do ziemi, dla bohatera wywiadu, za zapał, wizję, chęci, cierpliwość, nerwy i poczucie estetyki, coś wspaniałego!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jakie tutaj rzeczy się działy! Dziękujemy Mamie za te emocje i Wam za rozmowy :)

      Pełna zgoda, wszystko było (i nadal jest): od zapału, przez cierpliwość do wyczucia potrzeb i stylu tejże kamienicy. Mam nadzieję, że ten przykład zainspiruje bardzo mocno innych!

      Usuń
  3. O rety! Jakie cuda, cudowności!

    Dawno nie czytałam tak interesującego wywiadu - poruszyłaś ze swoim rozmówcą tyle tematów, które aż proszą się o kolejne godziny rozmowy!
    Sam remont kamienicy bardzo spektakularny, niesamowita sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Trochę brak słów, żeby opisać to mieszkanie i kamienicę, bo w sumie nic nie oddaje faktycznego efektu :D

      DZIĘKI WIELKIE!
      Wątków jest dużo bardzo, a okroiłam trochę rozmowę na żywo, żeby nie przytłoczyć samym tekstem, którego i tak wyszło tu we wpisie... 9 stron A4 czcionką 11 ;)

      Zapał do dalszego działania jest, więc kamienice będą dyskutowane ze wzmożoną częstotliwością! :) Mam nadzieję!

      Usuń
  4. Jestem pod wrazeniem Twojej roboty! Zabieram sie za remont mieszkania w kamienicy i mialbym kilka pytan. Wiec jesli to nie probelm to prosze o kontakt :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram

Mieszkanie w kamienicy. Theme by STS.